Skąd pomysł na campervana?

Nasze doświadczenia z podróży.

Przez ostatnie 10 lat sporo podróżowaliśmy. Najczęściej były to podróże z namiotem, często na stopa czy lokalnymi środkami transportu. Tak przejechaliśmy m.in. Bałkany, Norwegię, Tajlandię i Kambodżę, Kirgistan i północno-zachodnie Chiny, Argentynę i Chile oraz Tanzanię. Chociaż nasze wyjazdy były stosunkowo tanie, decydując się na taki sposób podróżowania nie tylko o oszczędność nam chodziło. Zawsze chcieliśmy być jak najbliżej ludzi. Zależało nam na prawdziwym doświadczeniu, życiu zbliżonym do codzienności mieszkańców tych miejsc.

Dodatkowym celem była sama droga. Z niej mamy dzisiaj najlepsze wspomnienia. Bezinteresowna pomoc i nocleg w domu w górach Fogaraskich w Rumunii, który krył w swoich piwnicach niesamowite muzeum rodzinne. Nasz stop, w którym ugrzęźliśmy w błocie przy Słonym Jeziorze. Niespodziewane ognisko z ludźmi z różnych stron świata przy dźwiękach gitar w Kirgistanie. Wódka wypita w południe z rosyjskim podróżnikiem w Sary Tash i obiad w jurcie na stepach Pamiru. Czternastogodzinne oczekiwanie na pociąg który miał nas zawieźć nad jezioro Tanganika i podróż motorówką misji kościelnej by dostać się do parku Gombe. Dwa centymetry wody w namiocie podczas noclegu w drodze do wież Torres del Paine. Lekcja matematyki dla dzieci w birmańskiej wiosce przy tajskiej granicy. 

Niezliczone ilości rozmów, uśmiechów i uścisków dłoni ludzi, którzy byli na tyle otwarci i ciekawi by zaoferować swoją pomoc lub po prostu opowiedzieć nam o swojej codzienności.

Wszystkie niezwykłe rzeczy przydarzały się nam zawsze w drodze, dlatego wiedzieliśmy że nasza dalsza podróż musi być z nią związana. 

Moment zwrotny.

W 2017 roku kiedy dowiedzieliśmy się, że nasza ekipa się rozrośnie, bo niedługo przyjdzie na świat nasz syn – zaczęliśmy się zastanawiać jak dalej możemy kontynuować naszą podróżniczą pasję.

Odpowiedź znaleźliśmy podczas lektury książki Tu byłem. Tony Halik. W momencie przeczytania historii Tonego i Pierrett o praniu pieluch zamkniętych w skrzyni terenowego jeepa na wertepach amerykańskich stepów – stało się niemalże jasne co zrobimy.

Na początku miał to być terenowy pickup z zabudową kempingową. Potem bus z napędem na cztery koła. Ostatecznie zdecydowaliśmy się zacząć od zabudowy standardowego vana. Chcieliśmy spróbować, czy taki sposób podróżowania faktycznie ma dla nas sens i czy damy radę sami wykonać zabudowę. Po blisko 8 miesięcznym rozmyślaniu i rozmowach zdecydowaliśmy, że najwyższy czas gadanie obrócić w działanie. Kupiliśmy busa. Tak, początkiem sierpnia 2018, 13 dni po urodzinach naszego syna Niko – staliśmy się właścicielami naszego pierwszego w życiu samochodu. Vana który miał tyle przestrzeni ładunkowej, że zmieściło by się w nim ok. 30 tysięcy pieluch, czyli zapas na jakieś 9-10 lat.